Oct 23, 2012

practise english

Hi everyone :)

     I decided to write in english by now. The reason is simple - I'd like to improve my english by that and  i'd like my friends from Ireland to understand what I want to say. But still the most important reason is to improve my language skills, so just keep calm and take it easy when I'll do a lot of mistakes, I hope with the time will be better :) We'll see how long I can get something over you in english language. 


    My adventure with this language took place when I was 8. In the Primary school i've had some english class but it was very basic u know, first words, first sentences.. nothing special - like always for kids. In High school level of english was more different than before, but still it was like learn english in polish language.

I know it sounds really strange, but in Poland is normal, that we're learning english in polish. I mean during lesson teacher still speak in polish, explain english words in polish etc. and we've never spoke in english to each other  and with the teacher. 

Sometimes teacher say something in english ut 5 minutes after teacher just translate everything to polish. Is it make a sense?I've to say that in exchange for hours which I spent on the computer to playing international games I've learnt english better than during all my time in school.

     According to myself I'm still learning english but at home or just writing with my friends from Ireland and still improving my english. I'm reading english books really often and try to translate words which I don't know.I hope by means of that I'll develop myself and it help me to find some job in Ireland next summer. As for my stay in Poland till June - I hope time will going fast and my visit in Ireland in February before summer will be grand :)


I can't wait for this moment when I'll be on the airport in Wroclaw and when I just depart from here to Cork. But now I need to live like before when I was in Poland, and slow n slow I get used to boring life here really fast.


Well.. that's all for my first time in english.

I hope it's not that bad how I feel that actually is.

Sep 1, 2012

Powrót do irlandzkiej rzeczywistości

Witajcie :P
Nie pisałam dłuższy czas, gdyż okoliczności ku temu okazały się niesprzyjające, albo po prostu mi się nie chciało i chciałam też podsumować  miniony etap i rozpocząć nowy pod jedną notką.
Za miesiąc będę studentką II roku Bezpieczeństwa Wewnętrznego - brzmi całkiem nieźle co? No właśnie, w głowie mam tyle nowych planów i ambicji, że trudno momentami mi je ze sobą pogodzić.
W głośnikach Cork's Red FM, zmęczona po kolejnej piątkowej nocy spędzonej z Martą choć wydawało się, że będzie to jeden z tych nudnych wieczorów.. Pochłonięta myślą, że biedna Marta spędzi kolejny wieczór w domu pilnując dzieci postanowiłam wybrać się w odwiedziny do Glounthaune. Wszystko wyglądało na to, że wieczór będzie spokojny, wypiłyśmy zapas Desperadosów nadrabiając 2 tygodnie mojej nieobecności i zajadałyśmy chipsami. Co się okazało.. dziewczynki nie wracają na noc, Marta jest wolna! No to co? Godzina 21:00, mówię; ,,zbieraj się kobieto, jedziemy do miasta!". I tak więc przedostatnim pociągiem do Cork (23:00) udałyśmy się na spotkanie z Konradem, z którym umówiłam się wcześniej i jego kolegą, który czekał w klubie. Door51. Głośno, ogłuszająca muzyka, lawina pytań z każdej strony, piwko. Zmiana miejsca. An Brog. Dobry wybór. Po drodze Konrad złapał gdzieś swoich znajomych (jak na murzynów, którzy rzadko mi się podobają, to były to niezłe ciacha!) więc z dwuosobowego wypadu zrobiła się 8osobowa ekipa. Taką grupą weszliśmy do An Broga, gdzie wcześniej zabrali mi piwo, o ktorym zapomniałam, że mam w torbie :D W każdym razie ten pub okazał się strzałem w 10tkę, bo było świetnie. Muzyka z każdym utworem coraz lepsza, na końcu nawet zaczęło rozwijać się pogo na parkiecie.
Później odwiedziliśmy mieszkanie Bogdana, trochę pożartowaliśmy. Generalnie spontan na ogromny plus. O 4:00 taksówka do Glounthaune i o 5:30 spać :D Uwielbiam takie sytuacje :)

Co do samego pobytu w Polsce, to raczej nie ma tu co opisywać.. Odwiedziłam kilka fajnych miejsc, między innymi Wąwóz Homole i świetną plażę w Czorsztynie nad Zalewem. Poza tym jak to w górach.. zamknęli mi dwie jedyne knajpki w całej Ochotnicy, więc plan 'poderwać górala' spalił na panewce.










Poniżej kilka zdjęć z wczorajszego wypadu.. Nie chce mi się wracać myślami do Polski, mimo, że tydzień w górach był bardzo relaksujący! Pewnie jeszcze będzie okazja, by coś o tym wspomnieć..






Aug 15, 2012

Nie mam złudzeń co do naszych planów, Nie boję się co będzie dalej!

 Nie mam złudzeń co do naszych planów,
Nie boję się co będzie dalej

Jesteśmy tymi, którym się zabrania marzyć,

Ale my nie damy się ustawić!
Podam Ci rękę, a Ty mnie poprowadzisz,
Wiem na pewno, że mnie nigdy nie wystawisz!
Dopóki krew nam prędko płynie w żyłach,
Dopóty nic nam więcej się nie przyda.
Byle był ogień, byle więcej przeżyć,
Byle był cel, byle by w niego wierzyć!

Mam dla Ciebie jedno takie miejsce,

I nie pokaże go nikomu więcej.
Zaciśnij mocno wyciągnięte ręce,
Miej pewność że tak już po prostu będzie!
Czasu jest dość, nie musimy iść prędzej,
Nie puszczę Ciebie nawet na zakręcie.
Zaciśnij mocno wyciągnięte ręce,
Miej pewność że tak już na zawsze będzie!

   No więc nadszedł ostatni dzień w Irlandii przez dwutygodniową wyprawą do Polski. Gdyby nie Ochotnica to chyba na dzień dzisiejszy nie podjęłabym się wyjazdu. Zapytacie - ,,Dlaczego? Nie tęsknisz" - otóż ciężko zweryfikować mi moje uczucia. Jasne, że tęsknię za niektórymi osobami, czy też moim ukochanym pieskiem, jednak tęsknota ta jest bardzo płytkim uczuciem. Nie czuję się szczęśliwa będąc w swoim kraju, odkryłam to dopiero niedawno, będąc tutaj. Sumując to wszystko co do tej pory udało mi się tutaj poznać i kogo udało się poznać. Co prawda życie towarzyskie powoli idzie do przodu, jednak rozkręca się - mam nadzieję - swoim tempem i będzie dobrze. Szkoda mi wracać do zapełnionych autobusów, drogich ubrań i produktów potrzebnych do utrzymania tej smutnej wegetacji w kraju, w których każdy obywatel jest w tym samym stopniu okradany przez Rząd niezależnie od tego, ile posiada. W kraju, który chyli się ku upadkowi przez brak jednolitej i rozsądnej władzy. W kraju, gdzie ludzie w pracy czują się jak w więzieniu, a ludzie w więzieniu jak w najlepszym miejscu na świecie. W kraju, gdzie służba zdrowia zabija zamiast leczyć. W kraju, gdzie łata się dziurę budżetową kosztem studentów. W kraju, gdzie musisz być określony mianem 'średniej klasy roboczej' by posiadać chociaż jedno potomstwo. W kraju absurdów, gdzie afera goni aferę, a ludzie ślepo wierzą w to co zobaczą w telewizji, gdzie smutna, szara papka jest powoli, stopniowo wlewana do ich mózgu. Propaganda sukcesu, każda afera zamiatana pod dywan. Zarobki wschodnie, wydatki zachodnie. Brak przyszłości, brak możliwości rozwinięcia skrzydeł. Brak marzeń. Fakt, że studia w Naszym kraju są respektowane tylko w Naszym kraju - i to też nie zawsze.
A teraz myślę o Zielonej Nadziei. Studia - zachodnia Uczelnia - prestiż, praca po studiach, fluent english - możliwość znalezienia pracy w innych krajach anglojęzycznych, zapomoga socjalna po przepracowaniu dwóch lat, child benefits co miesiąc na dziecko (w wysokości ok. 180euro, dla porównania jednorazowe becikowe w Polsce to 1000zł?), darmowe kursy i certyfikaty dla bezrobotnych, ale i studentów, tańsze życie jeśli chodzi o wydatki związane z mieszkaniem (naprawdę!!!), opłatami komunalnymi i ubraniami. Najważniejsze? Ludzie. Mimo, że kraj w recesji, mimo, że trzeba było trochę pasa zacisnąć. Uśmiechnięci, pomocni, inni. Z różnych krajów, mieszanka kulturowa, wręcz bomba. W jednym mieście możesz nauczyć się co najmniej 10 języków native.No i ostatnie moje znajomości - tu już schodzimy na temat bardziej prywatny.
   Zgodzę się, że dałam się ostatnio ponieść chwili, zgadzając się na spotkanie z facetem poznanym przez internet. Jednak cholernie tego NIE żałuję. Ale co z tego wyniknie? Wkrótce się okaże, mam nadzieję w końcu zobaczyć światełko w tunelu prospołecznego światka w Cork. Cały ubiegły weekend pozostał w mojej głowie, każde zdanie jakie powiedziała do mnie pewna osoba, każde Jego słowo. Mimo, iż alkohol nie tylko mi krążył powoli we krwi, bawiliśmy się naprawdę dobrze, mimo, iż nie był to najlepszy dzień na tańce-hulańce czy rozmowy aż do rana, jednak osoby, które udało Nam się poznać z Martą naprawdę dały Nam nadzieję na to, że teraz będzie po prostu łatwiej. Że nic strasznego nie stało się po tym, jak dałyśmy się poznać. Otworzyły mi się oczy na pewne sprawy i po prostu chcę więcej! Już nie jestem taka wymagająca i nie myślę konkretnymi kategoriami, chcę po protu znać ludzi i nie wracać do Polski. Zaproszenie na grilla po moim powrocie do Irlandii bardzo mi odpowiada. Czy to coś zmieni między mną a... nie wiem. Mam nadzieję, że nie zrobiłam z siebie idiotki i pół Corku nie będzie się za mną oglądać na ulicy bo Ty.. ale w sumie jest mi wszystko jedno. Nigdy nie czułam się tak dziwnie spokojna i bezpieczna jak wtedy, gdy szłam z Tobą. Wszystko mi jedno jak się to skończy, byle nie kończyło się tak po prostu, już, dzisiaj, teraz. Przygotuj sobie dobrą gadkę i tak wiesz, że to kupię.

Na domiar wszystkiego wrzucam zdjęcia z Martuchą jak byłyśmy pijane (po powrocie z The Living Room w Dublinie)




P.S. JEDNAK MAM WYJEBANE.

Aug 6, 2012

Cork w Dublinie

W sobotę wieczorem wróciłyśmy z Martą z naszej wycieczki do Dublina. Nie muszę chyba pisać, że było fajnie? :) Narobiłyśmy sobie mnóstwo zdjęć z Howth i Malahide :) Oczywiście są do zobaczenia poniżej. Samo spotkanie z bratem i jego dziewczyną sprawiło, że poczułam się prawie jak w domu w miejscu, w którym byłam pierwszy raz. Nie wiem czy to dlatego, że mimo, iż widzimy się rzadko to łączy nas jakaś więź? Do kompletu brakowało Grzesia, który też się zjawił i jeszcze poszedł z Nami na wieczorny melanż (przez melanż rozumiem wyprawę do The Living Room w centrum Dublina). Alkohol w takich ilościach normalnie nie służy tam nikomu, ale co to dla spragnionej piątki Polaków :P Los chciał, żebym poznała też uroczego Grzesia (nie tego naszego :D) więc wieczór urozmaiciła jeszcze jedna osoba :) Grześ z Grzesiem od razu się dogadali, więc atmosfera była luźna :)) Ogólnie bardzo pozytywnie minął piątek (mimo oczywiście pewnych kwestii xd), a sobotni poranek upłynął pod znakiem kaca, choć nie był tak groźny, jakiego można by się spodziewać po wypiciu ponad 6 piw. Głowa lekko bolała, za to żołądek odmawiał posłuszeństwa, ale w końcu koło godziny 14;30 odżyłam i bylam zdatna do dalszej egzystencji. Wybraliśmy się z bratem i Martą na Howth (google.) gdzie zeszliśmy między klifami na tymczasową plażę (kiedy nie ma przypływu xd) i pochodziliśmy po skałach. Pogoda dopisywała, osłonięta z każdej strony przed wiatrem oaza i świecące słońce.. Czego chcieć więcej? Gdyby nie fakt, że plaża była kamienista, pewnie moczylibyśmy tyłki w wodzie. Z powrotem do góry już nie było tak miło jak w dół. Trochę się napociliśmy :D Ale był to pozytywny wysiłek. Po powrocie do domku obiadek i wyjazd do Dublin Centre na Bus Station.. Podróż do Dublina zajęła kierowcy 4h 20 minut natomiast innemu kierowcy podróż z Dublina do Cork zajęła 3h. No cóż, niektóre sprawy nie przestają mnie zadziwiać. Drugą ciekawostką jest fakt, że nadal dogadujemy się z Martą mimo, że dość często się spotykamy i mamy obie coś z psychiką :D A może to właśnie dlatego? Nie wiem, uznałam, że dobrze mieć taką ostoję w kimś tutaj, na pewno żaden obcokrajowiec nie zaspokoiłby tak moich psychicznych potrzeb jak rozmowa po polsku z kimś takim. Nie wiem czy mnie rozumiecie?

Parę zdjęć z wyprawy do Dublina.
Zmęczona bardzo średniej jakości podróżą do Dublina i jeszcze po niezbyt zdrowym obiedzie.



 To już zejście na tą plażę, o której pisałam wyżej





 Ciężko było się wdrapać, Marta niestety nie ujęła odległości (i wysokosci) jaka nas dzieliła :)




A tu już przed powrotem do domu :P Różne dymki można by pod to podpiąć, ale nasza ulubiona z Martą to;
'-Masz tu sosy i masz coś ugotować
- Ojeeej i co ja teraz zrobię!'



...I tym miłym akcentem kończymy.

P.s. Czas schudnąć. Nie mam tu wagi, więc ciężko ją kontrolować, ale sama czuję się coraz gorzej od tego jedzenia, tak więc dni robocze będą upływać pod znakiem 'detox', a dwa tygodnie w Polsce (to juz w środę) będą niczym powrót do diety na kamienie. Jak najwięcej białka jak najmniej tych innych... No i chodzenie przez tydzien po górach będzie akcją 'wielkie ujędrnianie' haha :P No zobaczymy co i jak, nie martwcie się, nie zniszczę tego wszystkiego co już osiągnęłam, choć niektórzy pewnie bardzo by tego chcieli :)

Jul 30, 2012

Cork część dalsza. miesiąc w Irlandii

No i jestem. Za dużo się ostatnio nie dzieje, widujemy się z Martą by czas leciał szybciej to jest ,,tylko do weekendu" i w sumie jak się tak oglądam za siebie, to już równy miesiąc mija jak tutaj jestem :) Znaleźć tutaj kogoś na imprezę czy piwko jest dość ciężko, a w pubach jak chce się kogoś poznać to najczęściej na jedną noc, co jest oczywiste. Tak więc wielkie polowanie, trochę na siłę, ale myślę, że w końcu się ktoś znajdzie. ;) Tak więc w piątek byłyśmy na zakupach, jestem z nich zadowolona, zdjęć ubrań nie robiłam, bo to nie blog z ubraniami, więc tylko powiem, że kupiłam w Penneysie na big promocjach trzy koszulki, jasne spodnie (widoczne na zdjęciach poniżej), różowo-fioletowy stanik (śliczny!). W sobotę wybrałyśmy się na tripa po nieznanych przez nas obrzezach Corku, a później wizyta w Old Oak. Miałyśmy taki humor, że postanowiłyśmy, że Marta u mnie przenocuje i zostaniemy na dłużej.. na dłużej to znaczy do końca imprezy :D A później z buta do Mayfield, co było już mniej przyjemne, ale jak a 45 minut drogi pod górkę to szybko zleciało :p







No nic, trzeba zwlec się z łóżka, zjeść coś, umyć się... i powoli szykować, żeby zająć się maluchami.. Tylko co z nimi porobić? Pewnie w coś pogramy, porysujemy. Może uda się zrobić jakieś zakupy w środę większe, to może zaświecę jakąś sałatką :) W środę jak będzie ładnie, to zapakuję im kanapki i pójdziemy na plac zabaw ooo tak :) W sumie można tam poznać miłych ludzi czasem :P

Jak się uda, to w czwartek jedziemy do Dublina i wracamy w sobotę? Chyba, że przekonam Woldemorta, żeby pojechał na weekend  góry z dziećmi, wtedy mogłybyśmy zostać do niedzieli wieczór i zobaczyć naprawdę kilka miejsc, bo brat, u którego mamy nocować pracuje też w piątek, więc byłoby niefajnie, gdybyśmy mieli tak właściwie  jeden dzień dla siebie. Tylko jak tu dogadać się z człowiekiem, który się na mnie obraził, za to, że mnie obraził? Może okaże się w porządku i zrozumie, a może nie.. No, ale powrót w sobotę wieczorem też nie będzie taki zły z braku laku.. :) Wiadomo, niedosyt zostanie tylko ^^

Na dzisiaj to chyba tyle, trzeba iść :))) Trzymajcie się:)

Jul 14, 2012

Fota Wildlife Park Part 2

Hi there,
 Wczorajszy piątek 13-ego - jak Wam minął? - mnie ciągnie się aż do teraz. Tzn. wczorajszy dzień muszę zaliczyć do udanych, bo spotkałyśmy się z Kasią i Martą na mieście i pośmiałyśmy i wyluzowałyśmy przy piwku. Nie wpuścili nas chyba do trzech pubów zanim spasowałyśmy i wróciłyśmy do Old Oak. Ale było fajnie, gdyby nie to, że trochę mnie przewiało (TROCHE) i zaczęła się moja skromna migrena o nazwie jakjużbolitowszystko.. Zamiast zostać na noc z koleżankami, organizm zmusił mnie do powrotu do domu ostatnim autobusem i w sumie wiem, że zrobiłam dobrze, bo to tej pory tak jak siedzę i piszę głowa nadal boli (albo znowu?), ale przynajmniej poranny ból żołądka mi przeszedł, co pozwoliło na spędzenie dnia z bratem, który przyjechał z Dublina w zoo (Fota Wildlife Park), Bardzo przyjemny ogród zoologiczny - nie za dużo tego wszystkiego tj. zwierząt czy obiektów wartych obejrzenia, ale ogólne wrażenie jest bardzo dobre. Warto wybrać się z rodziną. Obok jest wcześniej wspomniany w notkach ogród botaniczny z mnóstwem drzew i kwiatów. Wracając jeszcze do wczorajszego wieczoru miałyśmy ćwiczenia siłowe z drzwiami z Ewą, bo chciała poczuć się bezpieczniej i zamknęła szklane drzwi na klucz, których później nie umiałyśmy otworzyć. Weszłam przez garaż i o krótkiej zabawie w ślusarza udało mi się je naprawić. I tak minął piątek 13-ego.
Kilka zdjęć z ogrodu zoologicznego:









Odwiedziliśmy też bardzo ładne miasteczko Cobh wysunięte na południe. Jest tam ładny port, muzeum Titanica i świetna katedra w stylu neogotyckim. Generalnie miasteczko malownicze, trochę zrobione moim zdaniem pod turystów, bowiem z tego miasta odpływał sławny Titanic dokładnie 100 lat temu (1912) i jak wszyscy wiemy zatonął gdzieś tam w drodze hehe :) By the way, kilka zdjęć z tej miejscowości dla ciekawskich.






Podsumowując te dwa dni bilans jest wyrównany, działo się kilka fajnych, ale i kilka nieprzyjemnych rzeczy. Nieprzyjemny jest ból głowy i to, że nas nie wpuścili do wybranych przez nas pubów! No cóż, najwyraźniej jesteśmy za smarkate ;)) A tymczasem idę spać.

Jul 12, 2012

Witajcie!
    Dzisiaj troszeczkę z życia Au Pair: Po ostatnich szaleństwach na kręglach i średniej pogodzie, przyszedł wczoraj czas na ładną, ciepłą, słoneczną pogodę, więc poszalałam trochę w zabawy z piłką z dzieciakami. Fajnie było, w końcu do wygrania były większe lody, więc dzieciaki się zmotywowały i fajnie się bawiliśmy. Później wpadł Wojtek i pojechaliśmy na capoierę, w międzyczasie kupiłam sobie trampki (ambitnie - do biegania), a później pojechaliśmy za miasto na plac zabaw, gdzie stare konie (czyt. ja i wojtek) bawiliśmy się lepiej chyba niż same dzieci :D No i w sumie na tyle, w domu jeszcze puściłam im Naruto (niech wiedzą co dobre!) i poszły spać koło 23. Oczywiście nic to nie dało, bo już o 9 rozległo się w całym domu tupanie słoni   i okrzyki to tu to tam. No, ale nic. Już coraz wcześniej chodzę spać, ale to tez nic nie daje. Łapie mnie osłabienie, gardło czerwone, ale nie boli. To są uroki zimnych domów w Irlandii. O wiele cieplej bywa na dworze, gdzie temperatura nie przekracza zwykle 15*, więc można sobie wyobrazić jaka temperatura jest w domach. Niby jest ogrzewanie, ale po co ma nam grzać przez noc? Tak więc spanie w skarpetkach stało się nie tylko moim zwyczajem, ale i polskich koleżanek.

    A teraz na temat mojego kierunku studiów tj. Bezpieczeństwo Wewnętrzne. Dostaje coraz więcej anonimów na gg odnośnie informacji o tym kierunku, bo kiedyś na jakimś forum napisałam, że właśnie go studiuję. Właściwie nie wiem od czego zacząć, od programu nauczania? Może tak; Mi osobiście kierunek się podoba, bo jest ściśle związany z tym co chciałabym robić w przyszłości. Poza tym ważnym czynnikiem, dla którego warto tam chodzić jest moja grupa - super ludzie - o różnych charakterach, osobowościach, zainteresowaniach, ale wszyscy się dogadujemy mimo oczywistej pojawiającej się co jakiś czas różnicy zdań :) Przedmioty, które między innymi mamy na kierunku to Bezpieczeństwo Państwa, Kryminalistyka, Bezpieczeństwo Publiczne, Informatyka, Ochrona osób, mienia, obiektów i obszarów, j. angielski, Polityka Bezpieczeństwa itp. Wydaje mi się, że temat bezpieczeństwa na I roku był dość wyczerpany. Zobaczymy co będzie w przyszłym roku akademickim. Z tego co wiem to ma być bezpieczeństwo imprez masowych, służby specjalne, detektywistyka, wywiad gospodarczy, socjologia.. No zobaczymy. Co do perspektyw zawodowych to za dużo nie mogę powiedzieć. Nie wiem tez, jak wygląda to na Uczelni innej od mojej. Być może jest to podobnie. Ale w przyszłym roku przez wakacje już nie będę mogła siedzieć w Irlandii, ponieważ będę musiała odbębnić praktyki. Chyba, że uda mi się je zrobić w ciągu roku akademickiego (Byłoby super, powrót do Irlandii lub wyjazd do Wielkiej Brytanii chociażby do pół-polskiej rodziny napawa mnie nową ambicją.) Jeśli chcecie wiedzieć coś więcej, po prostu napiszcie w komentarzu, odpowiedź tam pozwoli mi nie powtarzać się 100 razy na gg - po prostu odeślę do komentarzy. Coś jak FAQ hehe :)

    Wracając do języka. Nie wydaje mi się, żebym w jakikolwiek sposób szkodziła sobie jeśli chodzi o rozwój języka angielskiego. Być może nie używam go tak często jak au pairki w rodzinach brytyjskich czy irlandzkich, ale też mam go dość sporo wokół siebie - tutaj na kręgle, tam na capoierę, tu znów na basen, odebrać rower. We wrześniu pewnie będę z dziećmi jeździć do szkoły, bo Ewa ma popołudniówki przez najbliższe 3 miesiące, a później znajdziemy jej jakąś miłą au-pair z Polski. Madzi słabo idzie mówienie w jakimkolwiek języku, więc możliwość rozwijania się chociaż z językiem polskim byłoby plusem dla niej. Poza tym czasem z kimś trzeba pogadać w domu po polsku hehe:) Co do drugiego języka czyli japońskiego - ciągle stoję w miejscu. Znajomość znaków hiragany jest dla mnie tak odległa, jakby była niemożliwa, a przecież wszystko jest możliwe, jeśli się bardzo chcę. Obiecuję, wezmę się za to w wolnej chwili :)

W sumie to wszystko o miałam na dziś do powiedzenia. Dzisiaj będzie lazy, marudny dzień, bo od rana pada więc za bardzo nic się nikomu nie chce, a dzieciaki od rana już marudzą. Na szczęście o 16 wbija Wojtek, a więc dam radę te 3-4h ogarnąć coś z dziećmi. A już jutro wolne i widzę się z Martą i Kasią na piwko :)
Może porobimy jakieś zdjęcia =] A tymczasem żegnam :)

Kilka zdjęć z co. Cork :