Aug 15, 2012

Nie mam złudzeń co do naszych planów, Nie boję się co będzie dalej!

 Nie mam złudzeń co do naszych planów,
Nie boję się co będzie dalej

Jesteśmy tymi, którym się zabrania marzyć,

Ale my nie damy się ustawić!
Podam Ci rękę, a Ty mnie poprowadzisz,
Wiem na pewno, że mnie nigdy nie wystawisz!
Dopóki krew nam prędko płynie w żyłach,
Dopóty nic nam więcej się nie przyda.
Byle był ogień, byle więcej przeżyć,
Byle był cel, byle by w niego wierzyć!

Mam dla Ciebie jedno takie miejsce,

I nie pokaże go nikomu więcej.
Zaciśnij mocno wyciągnięte ręce,
Miej pewność że tak już po prostu będzie!
Czasu jest dość, nie musimy iść prędzej,
Nie puszczę Ciebie nawet na zakręcie.
Zaciśnij mocno wyciągnięte ręce,
Miej pewność że tak już na zawsze będzie!

   No więc nadszedł ostatni dzień w Irlandii przez dwutygodniową wyprawą do Polski. Gdyby nie Ochotnica to chyba na dzień dzisiejszy nie podjęłabym się wyjazdu. Zapytacie - ,,Dlaczego? Nie tęsknisz" - otóż ciężko zweryfikować mi moje uczucia. Jasne, że tęsknię za niektórymi osobami, czy też moim ukochanym pieskiem, jednak tęsknota ta jest bardzo płytkim uczuciem. Nie czuję się szczęśliwa będąc w swoim kraju, odkryłam to dopiero niedawno, będąc tutaj. Sumując to wszystko co do tej pory udało mi się tutaj poznać i kogo udało się poznać. Co prawda życie towarzyskie powoli idzie do przodu, jednak rozkręca się - mam nadzieję - swoim tempem i będzie dobrze. Szkoda mi wracać do zapełnionych autobusów, drogich ubrań i produktów potrzebnych do utrzymania tej smutnej wegetacji w kraju, w których każdy obywatel jest w tym samym stopniu okradany przez Rząd niezależnie od tego, ile posiada. W kraju, który chyli się ku upadkowi przez brak jednolitej i rozsądnej władzy. W kraju, gdzie ludzie w pracy czują się jak w więzieniu, a ludzie w więzieniu jak w najlepszym miejscu na świecie. W kraju, gdzie służba zdrowia zabija zamiast leczyć. W kraju, gdzie łata się dziurę budżetową kosztem studentów. W kraju, gdzie musisz być określony mianem 'średniej klasy roboczej' by posiadać chociaż jedno potomstwo. W kraju absurdów, gdzie afera goni aferę, a ludzie ślepo wierzą w to co zobaczą w telewizji, gdzie smutna, szara papka jest powoli, stopniowo wlewana do ich mózgu. Propaganda sukcesu, każda afera zamiatana pod dywan. Zarobki wschodnie, wydatki zachodnie. Brak przyszłości, brak możliwości rozwinięcia skrzydeł. Brak marzeń. Fakt, że studia w Naszym kraju są respektowane tylko w Naszym kraju - i to też nie zawsze.
A teraz myślę o Zielonej Nadziei. Studia - zachodnia Uczelnia - prestiż, praca po studiach, fluent english - możliwość znalezienia pracy w innych krajach anglojęzycznych, zapomoga socjalna po przepracowaniu dwóch lat, child benefits co miesiąc na dziecko (w wysokości ok. 180euro, dla porównania jednorazowe becikowe w Polsce to 1000zł?), darmowe kursy i certyfikaty dla bezrobotnych, ale i studentów, tańsze życie jeśli chodzi o wydatki związane z mieszkaniem (naprawdę!!!), opłatami komunalnymi i ubraniami. Najważniejsze? Ludzie. Mimo, że kraj w recesji, mimo, że trzeba było trochę pasa zacisnąć. Uśmiechnięci, pomocni, inni. Z różnych krajów, mieszanka kulturowa, wręcz bomba. W jednym mieście możesz nauczyć się co najmniej 10 języków native.No i ostatnie moje znajomości - tu już schodzimy na temat bardziej prywatny.
   Zgodzę się, że dałam się ostatnio ponieść chwili, zgadzając się na spotkanie z facetem poznanym przez internet. Jednak cholernie tego NIE żałuję. Ale co z tego wyniknie? Wkrótce się okaże, mam nadzieję w końcu zobaczyć światełko w tunelu prospołecznego światka w Cork. Cały ubiegły weekend pozostał w mojej głowie, każde zdanie jakie powiedziała do mnie pewna osoba, każde Jego słowo. Mimo, iż alkohol nie tylko mi krążył powoli we krwi, bawiliśmy się naprawdę dobrze, mimo, iż nie był to najlepszy dzień na tańce-hulańce czy rozmowy aż do rana, jednak osoby, które udało Nam się poznać z Martą naprawdę dały Nam nadzieję na to, że teraz będzie po prostu łatwiej. Że nic strasznego nie stało się po tym, jak dałyśmy się poznać. Otworzyły mi się oczy na pewne sprawy i po prostu chcę więcej! Już nie jestem taka wymagająca i nie myślę konkretnymi kategoriami, chcę po protu znać ludzi i nie wracać do Polski. Zaproszenie na grilla po moim powrocie do Irlandii bardzo mi odpowiada. Czy to coś zmieni między mną a... nie wiem. Mam nadzieję, że nie zrobiłam z siebie idiotki i pół Corku nie będzie się za mną oglądać na ulicy bo Ty.. ale w sumie jest mi wszystko jedno. Nigdy nie czułam się tak dziwnie spokojna i bezpieczna jak wtedy, gdy szłam z Tobą. Wszystko mi jedno jak się to skończy, byle nie kończyło się tak po prostu, już, dzisiaj, teraz. Przygotuj sobie dobrą gadkę i tak wiesz, że to kupię.

Na domiar wszystkiego wrzucam zdjęcia z Martuchą jak byłyśmy pijane (po powrocie z The Living Room w Dublinie)




P.S. JEDNAK MAM WYJEBANE.

Aug 6, 2012

Cork w Dublinie

W sobotę wieczorem wróciłyśmy z Martą z naszej wycieczki do Dublina. Nie muszę chyba pisać, że było fajnie? :) Narobiłyśmy sobie mnóstwo zdjęć z Howth i Malahide :) Oczywiście są do zobaczenia poniżej. Samo spotkanie z bratem i jego dziewczyną sprawiło, że poczułam się prawie jak w domu w miejscu, w którym byłam pierwszy raz. Nie wiem czy to dlatego, że mimo, iż widzimy się rzadko to łączy nas jakaś więź? Do kompletu brakowało Grzesia, który też się zjawił i jeszcze poszedł z Nami na wieczorny melanż (przez melanż rozumiem wyprawę do The Living Room w centrum Dublina). Alkohol w takich ilościach normalnie nie służy tam nikomu, ale co to dla spragnionej piątki Polaków :P Los chciał, żebym poznała też uroczego Grzesia (nie tego naszego :D) więc wieczór urozmaiciła jeszcze jedna osoba :) Grześ z Grzesiem od razu się dogadali, więc atmosfera była luźna :)) Ogólnie bardzo pozytywnie minął piątek (mimo oczywiście pewnych kwestii xd), a sobotni poranek upłynął pod znakiem kaca, choć nie był tak groźny, jakiego można by się spodziewać po wypiciu ponad 6 piw. Głowa lekko bolała, za to żołądek odmawiał posłuszeństwa, ale w końcu koło godziny 14;30 odżyłam i bylam zdatna do dalszej egzystencji. Wybraliśmy się z bratem i Martą na Howth (google.) gdzie zeszliśmy między klifami na tymczasową plażę (kiedy nie ma przypływu xd) i pochodziliśmy po skałach. Pogoda dopisywała, osłonięta z każdej strony przed wiatrem oaza i świecące słońce.. Czego chcieć więcej? Gdyby nie fakt, że plaża była kamienista, pewnie moczylibyśmy tyłki w wodzie. Z powrotem do góry już nie było tak miło jak w dół. Trochę się napociliśmy :D Ale był to pozytywny wysiłek. Po powrocie do domku obiadek i wyjazd do Dublin Centre na Bus Station.. Podróż do Dublina zajęła kierowcy 4h 20 minut natomiast innemu kierowcy podróż z Dublina do Cork zajęła 3h. No cóż, niektóre sprawy nie przestają mnie zadziwiać. Drugą ciekawostką jest fakt, że nadal dogadujemy się z Martą mimo, że dość często się spotykamy i mamy obie coś z psychiką :D A może to właśnie dlatego? Nie wiem, uznałam, że dobrze mieć taką ostoję w kimś tutaj, na pewno żaden obcokrajowiec nie zaspokoiłby tak moich psychicznych potrzeb jak rozmowa po polsku z kimś takim. Nie wiem czy mnie rozumiecie?

Parę zdjęć z wyprawy do Dublina.
Zmęczona bardzo średniej jakości podróżą do Dublina i jeszcze po niezbyt zdrowym obiedzie.



 To już zejście na tą plażę, o której pisałam wyżej





 Ciężko było się wdrapać, Marta niestety nie ujęła odległości (i wysokosci) jaka nas dzieliła :)




A tu już przed powrotem do domu :P Różne dymki można by pod to podpiąć, ale nasza ulubiona z Martą to;
'-Masz tu sosy i masz coś ugotować
- Ojeeej i co ja teraz zrobię!'



...I tym miłym akcentem kończymy.

P.s. Czas schudnąć. Nie mam tu wagi, więc ciężko ją kontrolować, ale sama czuję się coraz gorzej od tego jedzenia, tak więc dni robocze będą upływać pod znakiem 'detox', a dwa tygodnie w Polsce (to juz w środę) będą niczym powrót do diety na kamienie. Jak najwięcej białka jak najmniej tych innych... No i chodzenie przez tydzien po górach będzie akcją 'wielkie ujędrnianie' haha :P No zobaczymy co i jak, nie martwcie się, nie zniszczę tego wszystkiego co już osiągnęłam, choć niektórzy pewnie bardzo by tego chcieli :)