Sep 1, 2012

Powrót do irlandzkiej rzeczywistości

Witajcie :P
Nie pisałam dłuższy czas, gdyż okoliczności ku temu okazały się niesprzyjające, albo po prostu mi się nie chciało i chciałam też podsumować  miniony etap i rozpocząć nowy pod jedną notką.
Za miesiąc będę studentką II roku Bezpieczeństwa Wewnętrznego - brzmi całkiem nieźle co? No właśnie, w głowie mam tyle nowych planów i ambicji, że trudno momentami mi je ze sobą pogodzić.
W głośnikach Cork's Red FM, zmęczona po kolejnej piątkowej nocy spędzonej z Martą choć wydawało się, że będzie to jeden z tych nudnych wieczorów.. Pochłonięta myślą, że biedna Marta spędzi kolejny wieczór w domu pilnując dzieci postanowiłam wybrać się w odwiedziny do Glounthaune. Wszystko wyglądało na to, że wieczór będzie spokojny, wypiłyśmy zapas Desperadosów nadrabiając 2 tygodnie mojej nieobecności i zajadałyśmy chipsami. Co się okazało.. dziewczynki nie wracają na noc, Marta jest wolna! No to co? Godzina 21:00, mówię; ,,zbieraj się kobieto, jedziemy do miasta!". I tak więc przedostatnim pociągiem do Cork (23:00) udałyśmy się na spotkanie z Konradem, z którym umówiłam się wcześniej i jego kolegą, który czekał w klubie. Door51. Głośno, ogłuszająca muzyka, lawina pytań z każdej strony, piwko. Zmiana miejsca. An Brog. Dobry wybór. Po drodze Konrad złapał gdzieś swoich znajomych (jak na murzynów, którzy rzadko mi się podobają, to były to niezłe ciacha!) więc z dwuosobowego wypadu zrobiła się 8osobowa ekipa. Taką grupą weszliśmy do An Broga, gdzie wcześniej zabrali mi piwo, o ktorym zapomniałam, że mam w torbie :D W każdym razie ten pub okazał się strzałem w 10tkę, bo było świetnie. Muzyka z każdym utworem coraz lepsza, na końcu nawet zaczęło rozwijać się pogo na parkiecie.
Później odwiedziliśmy mieszkanie Bogdana, trochę pożartowaliśmy. Generalnie spontan na ogromny plus. O 4:00 taksówka do Glounthaune i o 5:30 spać :D Uwielbiam takie sytuacje :)

Co do samego pobytu w Polsce, to raczej nie ma tu co opisywać.. Odwiedziłam kilka fajnych miejsc, między innymi Wąwóz Homole i świetną plażę w Czorsztynie nad Zalewem. Poza tym jak to w górach.. zamknęli mi dwie jedyne knajpki w całej Ochotnicy, więc plan 'poderwać górala' spalił na panewce.










Poniżej kilka zdjęć z wczorajszego wypadu.. Nie chce mi się wracać myślami do Polski, mimo, że tydzień w górach był bardzo relaksujący! Pewnie jeszcze będzie okazja, by coś o tym wspomnieć..